Wspomnienia absolwentów II LO

Wspomnienia absolwentów II LO

        • Grażyna Balczeniuk (Życzkowska)

        • Naukę w II LO rozpoczęłam w 1976 roku, wraz z moimi dwiema najlepszymi koleżankami – Anką C. i Barbarą J. Nie wyobrażałyśmy sobie rozdzielenia. Było wówczas jeszcze liceum nr 1, ale wydawało się nam zbyt elitarne. Po pewnych perturbacjach związanych z przerzucaniem z klasy do klasy w końcu osiadłyśmy w wybranej przez nas klasie o profilu ogólnym – I B. Wychowawczynią była pani Krystyna Gabrycka. Pani dyrektor Małgorzata Chodunaj nieźle nas wszystkich straszyła mówiąc, że nauka tu nie jest obowiązkowa. I w ogóle wzbudzała respekt. Uczyła nas w pierwszej klasie języka polskiego. W czasach szarego PRL-u bardzo elegancko i kolorowo się ubierała. Zawsze miała dobrane obuwie do swetra, wszystko w dobrym gatunku. My, dziewczyny, zwracałyśmy na to uwagę.

          Do szkoły miałam pieszo 10 minut. Z ulicy 1 Maja szłam z koleżanką mieszkającą na Kasprzaka, po drodze dołączała koleżanka z Osiedla II. Szłyśmy niejako od tyłu – od ulicy Wesołej, gdyż było bliżej niż przez ulicę Waryńskiego i Kościuszki, gdzie znajdowała się główna brama. Teren szkoły był ogrodzony i najczęściej bramka od ul. Wesołej była zamknięta. Trzeba było przeciskać się między prętami, na co gabaryty ciała nie każdej z nas pozwalały. Przy ogrodzeniu w pewnym miejscu leżały pustaki, trzeba było na nie wejść i przejść przez ogrodzenie górą. Pewnego razu zaczepiłam spódnicą o pręt ogrodzenia i rozerwałam ją. Byłam zrozpaczona… Na szczęście w bramie sąsiadującej ze szkołą, przy ul. Kościuszki mieszkała koleżanka z klasy, która pożyczyła mi spódnicę.

          W liceum od razu spodobało nam się, że we wrześniu organizowane są otrzęsiny. Ta tradycja trwała chyba wiele lat. Wszyscy szliśmy na Papiernię, gdzie uczniowie ze starszych klas „znęcali się” nad pierwszakami. Było bardzo wesoło. Pamiętam, że gdy nasz rocznik organizował otrzęsiny, między innymi robiliśmy kanapki z wszelaką zawartością, typu np. – musztarda i cukier.

          Do szkoły wchodziło się wejściem przy szatni, od czasu do czasu nauczyciele robili akcje ze sprawdzaniem tarczy. Musiała być przyszyta, za tarczę przypiętą agrafką dostawało się burę. Postrachem uczniów był śp. profesor Miller, który przez trzy lata uczył nas fizyki. Wpuszczając do klasy, sprawdzał obuwie, czy zostało zmienione i czy dziewczyny nie mają na palcach pierścionków. Miał dość nietypowe zachowania, wzbudzał strach, wywołując po imieniu do tablicy – gdy było kilka osób o tym samym imieniu, wszystkie drżały. Oczywiście nic złego nam nie robił. Pani od chemii – Helena Sawicka, była wtedy młodziutką nauczycielką, była bardzo miła, co pewnie młodzież niejednokrotnie wykorzystywała na lekcjach. O ile pamiętam, mieszkała w szkole.

          Pani Zbrożek – od prac technicznych. Niezwykle sympatyczna, kontaktowa, kreatywna.

          Pani Celina Pietrewicz – chyba jedna z najbardziej lubianych nauczycielek. Uczyła nas rosyjskiego, była z nami na biwaku w 1979 roku. W czwartej klasie robiła nam dość często kartkówki. Teraz już mogę się przyznać, że za koleżankę, która za nic w świecie nie mogła sobie poradzić z polskim i rosyjskim w piśmie (dziś wiemy, że miała dysleksję) sama pisałam owe kartkówki. Czyli pisałam za siebie i za nią, tylko za nią – na niższą ocenę, by nie wzbudzać podejrzeń.

          Przez pierwsze dwa lata języka rosyjskiego uczyła nas Pani Kochańska – nazywana „Lalką”. Delikatna, elegancka kobieta. Języka polskiego uczyła nas jeszcze pani Malinowska i pani Krupa. Pani Krupa miała opinię surowej, więc wiadomość, że będzie nas uczyć, wzbudziła lęk. Okazała się być sprawiedliwa, w mojej ocenie.

          WF-u uczyła przez jakiś czas pani Barbara Czara, a także pani Danuta Jaroszek. Pani Czara kiedyś kazała koleżance zdjąć srebrne pierścionki (zakaz noszenia biżuterii obowiązywał także na lekcji wf-u) i rzuciła te pierścionki poza ogrodzenie szkolne. Nie pamiętam, czy wszystkie udało się odnaleźć.

          Na lekcje z przysposobienia obronnego trzeba było przychodzić w spodniach. Kłopot miała jedna z koleżanek – Iwona, która spodni po prostu nie miała, chodziła wyłącznie w spódnicach (w przeciwieństwie chyba do pozostałych dziewcząt). Nie pamiętam, jak się problem rozwiązał, na początku na pewno dostawała oceny niedostateczne.

          W tamtym czasie szkoła była ogrzewana piecami na węgiel. Na przerwach trwała „walka” o miejsce przy piecu, nie każdy był ciepły, przy piecach przepychaliśmy się, by każdy choć przez chwilę mógł się pogrzać. Korytarze były bardzo wąskie, trudno było się wyminąć. Jednak ten stary budynek miał swój urok. Część lekcji odbywała się w tzw. „dworku”, czyli oddzielnym budynku na podwórzu.

          W szkole były dyżury w szatni. Kolejno z każdej klasy po dwie osoby od rana nie szły na lekcje, tylko w szatni wydawały i przyjmowały okrycia i worki z butami. Było to oczywiście bardzo atrakcyjne, ja z koleżanką przynosiłyśmy z domu duży szpulowy magnetofon i słuchałyśmy piosenek. Dziś młodzież nie wie, jakie to było szczęście posiadać taki magnetofon, ciężar nie był przeszkodą, taśmy spadały, ale radość słuchania była tym większa. W szkole organizowane były dyskoteki. Nie dla całej szkoły, tylko dla poszczególnych klas. Odbywały się na sali gimnastycznej, klasa przeważnie zapraszała klasę męską z pobliskiego „mechanika”. Oprócz wychowawcy klasy przychodzili też do pilnowania rodzice. wtedy druga Zdzisława Jaroszka, który bardzo nam imponował.

          Nasza klasa dwa razy wyjeżdżała na biwaki pod namiotem. W maju 1977 r. organizowany był pieszy rajd do Smolnik, na który oczywiście się wybrałam. Nie było lekko. Nogi większość z nas miała ponacierane – obuwie wówczas było „jakie kto miał”. Nocowaliśmy chyba w jakiejś szkole, na materacach. Poznaliśmy wtedy druha Zdzisława Jaroszka, który bardzo nam imponował.

          Z koleżanką z klasy pojechałyśmy też w tym samym roku, w wakacje, na obóz wędrowny nad morze. Jako opiekunki pojechały: p. Teresa Malinowska i p. Ewa Szymańska. My, jako najmłodsze, z reguły wlokłyśmy się na końcu. W Kołobrzegu byłyśmy kilka dni, a akurat odbywał się Festiwal Piosenki Żołnierskiej i można było na żywo zobaczyć piosenkarki i piosenkarzy. Był też obóz PO chyba w Olecku – wytypowana została Ewa i, o ile pamiętam, Lidka, która z nią siedziała w ławce. To były obozy, na których nosiło się mundurki, były warty itp.

          W szkole działało harcerstwo, wówczas pod nazwą Harcerska Słuźba Polsce Socjalistycznej. Była harcówka, w której odbywały się czasem zbiórki. Poniedziałek był dniem mundurowym. Główną funkcję w harcerstwie pełniła p. Jaroszek. Nie pamiętam jaką, wiem, że była najważniejsza w szkole.

          Nie pamiętam już, w której klasie zginął nasz dziennik. Osoba/osoby, które tego dokonały, umiały utrzymać tajemnicę, gdyż aż do ukończenia szkoły sprawa nie została wyjaśniona.

          Dziś szkoła ma nowoczesny wygląd, wyposażenie, jest doskonała sala gimnastyczna. Jednak wydaje mi się, że atmosfera lat młodości jest niepowtarzalna. Mimo że nie było wielu udogodnień, nie narzekaliśmy. Nie było telefonów, a więc spotykaliśmy się często w sprawach szkolnych i nie tylko. Oczywiście minusem było to, że z wieloma osobami po ukończeniu szkoły kontakt zanikł.

          Grażyna Balczeniuk (Życzkowska) matura 1980

    • Kontakty

      • Zespół Szkół nr 2 w Suwałkach
      • 87 5632630
      • Sekretariat 87 563 26 30
        Księgowość 87 563 26 34
        Pokój nauczycielski 87 563 26 35
        Portiernia 87 563 26 36
        Biblioteka 87 563 26 37
        Pielęgniarka 87 563 26 38
        Kierownik gospodarczy 87 563 26 40
        Pedagog 87 563 26 41
        Katedra wf 87 563 26 42
        Psycholog 87 563 26 35
      • ul. Tadeusza Kościuszki 36
        16-400 Suwałki
        Poland
      • Zespół Szkół nr 2:

        ADE:AE:PL-63796-56228-EDVJU-23

        II Liceum Ogólnokształcące im. gen. Z. Podhorskiego:

        ADE:AE:PL-51263-72974-CSJVH-24

        Szkoła Podstawowa nr 9 im. W. Puchalskiego:

        ADE:AE:PL-94490-36383-VRTHF-24
    • Logowanie